Archiwum
Niedawno prezentowaliśmy tekst o tym jak powstawał Alcatraz i jakie założenia przyświecały jego autorom. Dziś publikujemy podobny artykuł, ale dotyczący naszej drugiej premiery Essen - Top-A-Top. Agnieszka prezentuje w nim m.in. powody wymyślenia swojej pierwszej gry oraz niezapomniane wrażenia jakich dostarczyły jej spotkania z ekipą Kuźni Gier, wizyty na konwentach i proces produkcji gry. Do pasjonującej lektury zapraszamy w rozszerzeniu.
Czerwiec 2010 - powstał pomysł i usłyszałam pierwsze słowa zachęty – „To może być fajne, zrób to”, i zaczęła się cała zabawa. Założenie było takie, żeby stworzyć dla znajomych grę przy której będziemy się fajnie bawić. Musiałam tak przygotować karty, opakowanie i instrukcję gry, żeby wyglądało na kupione w sklepie. Trochę mnie krępowało po prostu powiedzieć im: „Wiecie co, wymyśliłam grę, zagramy?”. Dlatego przy tworzeniu prototypu wielką rolę odegrała grafika zrobiona przez siostrę, opakowanie zrobione przez złota rączkę – tatę, i ciągle motywująca mama :)
Trochę trwało dopracowanie szczegółów i pierwsza próba spisania wszystkich reguł. Co chwilę coś się zmieniało, a w głowie pojawiały się nowe pomysły. W końcu całość poszła do druku. Kilka godzin wycinania i gotowe! Mieliśmy w rękach pierwsze opakowanie „Orientuj się!” – bo taka była początkowa nazwa gry.

I przyszła pora na największą próbę – pierwsze partie gry z przyjaciółmi, którzy o niczym nie wiedzieli, czyli zderzenie z obiektywnymi opiniami. Udało się! Gra okazała się dla wszystkich świetną zabawą – dla mnie podwójną, chociaż z dużym stresem. Z niepokojem czekałam na pierwsze opinie, ale moje obawy szybko zniknęły, jak tylko pojawiły się pierwsze wybuchy śmiechu. Potem było już tylko lepiej. Niektórzy dopytywali gdzie można kupić taką grę, inni chcieli ją pożyczyć, a jeszcze inni zastanawiali się, co za pokręceni ludzie takie rzeczy wymyślają :) Pozytywne komentarze przerosły moje oczekiwania i pojawiła się myśl, że skoro gra się sprawdza, to czemu nie spróbować jej wydać.
Zaczęłam poznawać zupełnie obcy mi wówczas świat wydawnictw, czytałam poradniki dla twórców gier, portale tematyczne, mnóstwo artykułów, aż w końcu trafiłam do „Kuźni Gier”. Po trzech spotkaniach zapadła decyzja o współpracy. Sympatyczna ekipa z „Kuźni” krok po kroku zapoznała mnie ze światem gier i konwentów, który okazał się być ciekawy i otwarty, a ludzie bardzo pozytywni i zakręceni. Wtedy też okazało się jak dużo jeszcze pracy przed nami. Po pierwsze – zmiana nazwy, żeby nie była ograniczona językowo. Burza mózgów trwała parę dni, aż zasiadłam do słownika jamajskiego i tak rzuciło mi się w oczy jedno z moich ulubionych teraz słów – TOPATOP.

Nastał czas testów. Wtedy wydawało mi się, że nigdy się nie skończą. Zlikwidowane zostały elementy ograniczające graczy wiekowo i językowo. Nie mogło być też zbyt łatwo – pojawiły się więc trudniejsze karty. A potem drukowanie prototypu i testy, i drukowanie, i testy, a potem były jeszcze testy i testy testów. Wiele zapisywanych stron wniosków i przemyśleń. Na tym etapie bardzo ważna okazała się grafika i spotkanie ze Szwedzkim w butiku kreatywnym ARRR interactive. Szwedzki zagrał i zrozumiał :) Nasze wizje były bardzo podobne i tak dopełniliśmy całego obrazu.

A potem (dla odmiany) były testy :) Całe szczęście, że gra jest tak rozrywkowa, bo dzięki temu cały ten rok był mocno roześmiany. Zastanawiam się tylko, dlaczego jako autorka tak często przegrywam?
W skrócie wygląda to tak:
Top-A-Top składa się z 90 okrągłych kart ozdobionych różnymi rysunkami. Gracze po kolei wykładają swoje karty na środek stołu, tworząc wspólny stos. Na każdą zagraną kartę należy zareagować w odpowiedni sposób opisany w instrukcji (np. wykonać jakiś gest lub coś powiedzieć). Kto się pomyli lub zareaguje z opóźnieniem, zbiera karty ze środka, a wygrywa osoba, która jako pierwsza pozbędzie się swoich kart. Liczy się refleks i dobra zabawa. Brzmi banalnie prosto? Przekonaj się sam.
Pozdrawiam, Agnieszka Migdalska